![]() |
| @alo_oficial: 2 godziny ćwiczeń z członkami teamu a teraz japoński obiad |
Choć media społecznościowe zawładnęły naszą wyobraźnią i rzeczywistością już jakiś czas temu, część zespołów i kierowców F1 pozostawała wobec nich długo obojętna, nie wykorzystując ich pełnego potencjału. Było to o tyle ironiczne, że jednym z ważniejszych tematów pozatechnicznych omawianych przez osoby związane z F1 jest już od pewnego czasu konieczność lepszej komunikacji i otwarcia się na fanów. A temu właśnie służą przecież narzędzia takie jak Facebook czy Twitter. Ostatnio coś tu jednak drgnęło, a prym wśród twitterowców zaczyna wieść Ferrari i jego kierowcy. Postanowiłam więc przyjrzeć się, jak tę platformę wykorzystuje włoski zespół, a przede wszystkim jeden z jego kierowców – Fernando Alonso.
Hiszpan zawsze należał do kierowców skrytych, pilnie chroniących swojego prywatnego życia przed opinią publiczną. W wywiadach powtarzał, że do kontaktów z przyjaciółmi nie potrzebuje ani Facebooka ani Twittera, wybierając telefon i spotkania na żywo. Takie podejście szło w parze z nastawieniem Ferrari, które przez długi czas zabraniało kierowcom prowadzenia kont na Twitterze, uznając, że (złudna) anonimowość, jaką gwarantuje internet nie przysłuży się dobrej komunikacji z fanami. Team prowadził konto na Twitterze (@InsideFerrari), ale wiadomości tam podawane były lakoniczne i nie dawały wglądu w to, co dzieje się w zespole.
Od obecnego sezonu wszystko się jednak zmieniło. Ferrari pozwoliło założyć konta kierowcom, a ci szybko z tej możliwości skorzystali. Urwani ze smyczy zawodnicy (choć nie można wykluczyć tego, że ktoś ich tweety kontroluje) zachowują się poprawnie, a nowe narzędzie wykorzystują dla dobrych celów i w ciekawy dla kibiców sposób. I choć czasem któryś napisze coś bardziej kontrowersyjnego (jak np. Fernando Alonso po GP Bahrajnu: „Myślę, że w kolejnych wyścigach będziemy się dobrze bawić! Można bronić pozycji jak się chce i wyprzedzać poza torem! Bawcie się dobrze! ;)))” – w odpowiedzi na jazdę na granicy legalności Nico Rosberga i Lewisa Hamiltona i brak kar dla kierowców) to jednak pozostają w granicach dobrego wychowania i opanowania, nie wpadając w pułapkę, w którą nie raz złapał się Lewis Hamilton (@LewisHamilton). Anglik już kilkakrotnie napisał coś ostrego pod wpływem chwili na Twitterze, by przepraszać za wypowiedź sekundę później w kolejnych tweetach.
![]() |
| @alo_oficial: Ponieważ zawsze należy słuchać rad mamy, ok Mamo... jutro fryzjer...;)))* |
![]() |
| @alo_oficial: Robię „nesquik” dla @lsgrcbd i @fabrifisio a potem spać. Łatwo zauważyć, że nie mieszkają sami...;)))) |
Szczególnie Fernando Alonso (@alo_oficial) czuje się najwyraźniej na Twitterze jak ryba w wodzie i szybko ogarnął nową platformę komunikacji z fanami. Bo do tych celów właśnie służy mu Twitter. Próżno więc szukać na koncie Alonso prywatnych rozmów z przyjaciółmi (czasem wymieni kilka tweetów z byłą żoną czy z jakimś znanym sportowcem) – medium Hiszpan wykorzystuje przede wszystkim właśnie po to, by pokazać fanom, na czym polega życie kierowcy F1. Osoby, które śledzą karierę Fernando od lat mówią, że to co widzą na Twitterze nie odbiega znacznie od dotychczasowego (ich zdaniem) wizerunku Alonso (według mnie konto Hiszpana jest bardzo fajnie prowadzone, co uważam za rzecz pozytywną, natomiast nie mogę powiedzieć, żeby moje zdanie na jego temat uległo nagłej zmianie – raczej potwierdza się to, co do tej pory o kierowcy sądziłam). Inaczej sprawa ma się z kibicami, którzy Alonso nie sprzyjali, uznając go za gbura i osobę niesympatyczną. Ci z zadziwieniem zauważają, że dzięki Twitterowi 2-krotny mistrz świata znacznie ocieplił swój wizerunek, odrzucając rolę nadwornego czarnego charaktera F1. „Okazuje się”, że Fernando potrafi być zabawny i wyluzowany. Wystarczy przywołać tweety np. z rozczochranym zdjęciem – zapowiedzią wizyty u fryzjera na prośbę mamy* czy prezentacją, jak Hiszpan robi kakao dla swojego fizjoterapeuty. Można wysnuć śmiałą tezę, że po kilku zaledwie miesiącach Alonso z sukcesem pogrzebał przytkniętą mu (przede wszystkim przez brytyjską prasę) etykietkę Dicka Dastardly’ego. Sam kierowca zapytany o to przez jednego z fanów odpowiedział zresztą:
„Myślę, że zawsze prezentowałem się taki, jaki jestem. Osoby, które znają mnie od lat, mówią, że się nie zmieniłem. Myślę, że moje poglądy na ważne kwestie nie uległy zmianie. Często, kiedy czytam moje wypowiedzi na okładkach pism, czuję się oddalony od tej osoby. Tak jakbym to nie był ja. Potem widzisz wypisane opinie osób, które nawet cię nie znają i nigdy z tobą nie rozmawiały. Między jednym a drugim tworzy się wizerunek, który ma ze mną niewiele wspólnego, albo i nic... Do tej pory...”
Pewną rolę odegrał w tej kwestii także Tomita – mała japońska figurka, której zdjęcia [w najróżniejszych sytuacjach (np. w kasku kierowcy czy „na wakacjach”), miejscach (Paryż, Sydney, Szanghaj) czy z różnymi osobami (była żona Raquel, fizjoterapeuta Fabrizio Borra)] Alonso publikuje z krótkimi (często dowcipnymi) komentarzami na Instagramie. To proste posunięcie także przyczyniło się do znacznej zmiany wizerunku kierowcy, który „nagle” okazał się mniej oziębły niż wielu sądziło.
![]() |
| Życie Tomity |
![]() |
| alo_oficial: Szukam kanału, żeby obejrzeć mecz [Real-Barcelona] |
![]() |
| alo_oficial: @fabrifisio podłącza „maszynę prawdy”. Sprawdzanie nawodnienia i wskaźników chemicznych ;) |
Znaleźć można tu za to informacje na temat życia kierowcy – ile i jak często trenuje, co robi tuż po wyścigu, jak przygotowuje się do kwalifikacji, czy jak pracuje już po nich, albo kiedy i jak często odwiedza Maranello, by pracować z inżynierami czy na symulatorze. Dzięki temu możemy zobaczyć, jak skomplikowana jest praca kierowcy, jak wiele się na nią składa czynników i że nie jest to tylko jeżdżenie w kółko kilka godzin od piątku do niedzieli co drugi weekend.
Ale i to nie wszystko w koncie kierowcy. Dzięki Twitterowi fani mogą poczuć się bliżej zawodnika także w inny sposób: Hiszpan wraz ze swoim managementem organizuje co pewien czas „wywiady fanów z kierowcą”. Polega to na tym, że przez określoną liczbę dni fani piszą na Twitterze (i Facebooku) pytania do kierowcy, z których następnie wybierane są te najciekawsze/najśmieszniejsze/najczęściej powtarzające się, na które odpowiedzi Alonso publikuje na swojej stronie (przykład takiej odpowiedzi – o wizerunku – znalazł się powyżej). Dzięki temu możemy dowiedzieć się rzeczy niebanalnych, o które nikt wcześniej nie pytał kierowcy (jak np. to że zbiera kaski innych zawodników).
![]() |
| alo_oficial: Nowy kask do mojej kolekcji. Dziękuję Jacques! Mistrz świata i świetny partner zespołowy! |
Podobne sesje organizuje Ferrari (tu wygląda to nieco inaczej – co pewien czas przez godzinę możliwe jest zadawanie pytań oznaczonych przez #askFerrari, a team wybiera te najciekawsze i na nie odpowiada na bieżąco). Sesje zarówno Alonso jak i Ferrari cieszą się dużym powodzeniem (Alonso otrzymał ostatnio kilka tysięcy pytań, z których wybrano najciekawsze), można więc obawiać się, że nasze pytanie przepadnie w tłumie i nic z tej „bliskości” mieć nie będziemy. Oczywiście takie obawy są uzasadnione, ale jeśli zada się odpowiednie pytanie, istnieje szansa, że zostanie ono dostrzeżone. Za przykład mogę posłużyć sama: zadałam 2 pytania Ferrari i na oba otrzymałam odpowiedź. Do Fernando z kolei wysłałam 3 pytania, z których wybrane zostało jedno (w najbliższym czasie ma się pojawić kolejna część wywiadu fanów z Alonso, więc kto wie, może doczekam się jeszcze choć jednej odpowiedzi).
Zespół stał się zresztą dużo bardziej otwarty w stosunku do fanów – nie dostarcza nam już tylko tweetów z suchymi informacjami, ale też wdaje się w polemiki z kibicami, a także w czasem dość zabawne dyskusje na forum publicznym z własnymi kierowcami.
![]() |
| Dyskusja Ferrari z kierowcami na temat ich domniemanej niesubordynacji (powiększ, żeby zobaczyć szczegóły). |
O zmianie stosunku Ferrari do Twittera świadczy odpowiedź, na pytanie jakie zadałam zespołowi podczas jednej z sesji pytań od fanów. Byłam ciekawa, czy team nie obawiał się, że Twitter stanie się kolejnym kanałem krytykowania znajdującego się i tak pod dużą presją mediów i fanów Felipe Massy (@Felipe1Massa). Team odpowiedział: „Nie, Twitter to narzędzie do komunikacji i jesteśmy pewni, że wielu fanów wykorzysta go, by być bliżej [Felipe Massy]”. To całkowite przeciwieństwo zeszłorocznej postawy mówiącej o anonimowości internetu i wynikających z niej zagrożeń. Co ciekawe zespół nie pomylił się w tych przypuszczeniach – Felipe Massa może nie jest tak przebojowy w tym medium jak Fernando Alonso (choć ujawnia ze swojego prywatnego życia więcej niż Hiszpan – mamy chociażby zdjęcia z synem i żoną), ale rzeczywiście większość tweetów kierowanych do niego jest serdeczna i podtrzymująca na duchu, a nie krytykująca.
![]() |
| @Felipe1Massa: Spójrzcie, gdzie skończyłem!! Felipinho zmusił mnie, żebym przyszedł... |
Osobiście tak jak i Fernando uważam, że media społecznościowe nie służą komunikacji z przyjaciółmi (do tego lepsze są telefony, spotkania czy e maile, jeśli przyjaciele mieszkają np. w innych krajach), ale dostrzegam wagę zarówno Facebooka jak i Twittera. Nie bez powodów w końcu założyłam stronę bloga na Facebooku (na którą serdecznie zapraszam), Twittera natomiast używam jako bardzo przydatnego źródła informacji – m.in. poprzez śledzenie kierowców i zespołów.
Dla zainteresowanych: także zespół HRT (@HRTF1Team) umożliwia zadanie pytań (o motorhome) teamowi poprzez Twittera. Wystarczy zaadresować tweeta do zespołu, dodając #HRTonline i pytanie. Szczegóły tu.
* Przemiana wizerunku Fernando Alonso rozpoczęła się w momencie, gdy kierowca założył konto na Twitterze. Uważam jednak, że zdjęcie z rozczochraną fryzurą przypieczętowało zmianę w sposobie odbioru Fernando przez wielu kibiców F1. Publikacja tego bardzo popularnego w internecie zdjęcia stała się momentem, w którym Alonso pożegnał się z etykietą Dicka Dastardly'ego F1, a stał się w pełni fajnym i miłym człowiekiem.
Zawsze możecie też śledzić mnie na Twitterze: @LillaMyF1.
* Przemiana wizerunku Fernando Alonso rozpoczęła się w momencie, gdy kierowca założył konto na Twitterze. Uważam jednak, że zdjęcie z rozczochraną fryzurą przypieczętowało zmianę w sposobie odbioru Fernando przez wielu kibiców F1. Publikacja tego bardzo popularnego w internecie zdjęcia stała się momentem, w którym Alonso pożegnał się z etykietą Dicka Dastardly'ego F1, a stał się w pełni fajnym i miłym człowiekiem.
Zawsze możecie też śledzić mnie na Twitterze: @LillaMyF1.
_______________________________________________
Przepraszam, że nie pojawiło się podsumowanie GP Bahrajnu – nadmiar pracy uniemożliwił mi napisanie go przed długim weekendem majowym, na który następnie wyjechałam. Teraz jest już natomiast zbyt późno i uważam, że podsumowanie wyścigu w tym momencie mija się z celem. Mam nadzieję, że to pierwsze i jedyne takie obsunięcie ;).


















